Moje lekarskie opowieści
Kategorie: Wszystkie | Opinie | Różne | Studia | praca
RSS
niedziela, 23 kwietnia 2017

Niedziela mija powoli, ja dopijam czerwone, wytrawne wino, mało, bo jutro przecież - jak zwykle - do pracy. Nie ma wolnych poniedziałków. Poniedziałek jak w dowcipach i miejskich przypowieściach: jest zawsze zły. 

Dziś dzień upłynął leniwie, wczoraj jeszcze leniwiej, ale piątek był owocny w... chodzenie. Załatwiałam sobie kolejny staż i musiałam pobiegać aż po kolejnym małym mieście. Staż mam robić w małym mieście, jeszcze mniejszym niż moje. Dlaczego? Bo w moim a to jeden szpital akredytacji nie ma, a to drugi oddziału, a to trzeci... terminów. I skończyłam na wygnajewie.

Mam nadzieję, że chociaż smaczna kawa tam będzie. Bo bufet jest, już sprawdziłam, kawę mają. Ale jaką...? 

Jeszcze trzy lata i kawałek do końca specjalizacji. Nawet ze trzy i pół roku. Heh. A nie! Więcej, bo zwolnienie niestety brałam, ze dwa tygodnie będą. Koszmar? Może, a może nie. W końcu coraz lepiej się pracuje, coraz lepiej dogaduje, a i pacjenci coraz wyrozumialsi, jak widzą, że ja nie zupełny świeżak, tylko już CAŁY ROK mam za sobą. 

Jednak koszmar ;)

Tak, półtora roku za mną, z czego dziewięć miesięcy zajebane dyżurami. Koszmar level milion.

Jak sobie pomyślę, że to samo przez następne cztery lata... Ech. nterna jest piękna, pacjenci wspaniali, tylko praca ciężka. Nie ma picia kawki przed drugą i wychodzenia z roboty o drugiej. Nawet najbardziej doświadczeni tak nie potrafią u nas. Ot prowincja, pacjentów chmara. 

Może kiedyś będzie lepiej.

21:26, cellula , praca
Link Komentarze (1) »
piątek, 31 marca 2017

Pisze z telefonu, dlatego tak brzydko bez polskich znakow. Jestem na urlopie, odpoczywam sobie od dyzurowego marazmu, ale i od ton papieru zwanych Szczeklikiem ;) W kazdym razie odpoczywam. 

W poniedzialek wracam na oddzial, w koncu juz placza, ze grafik sie nie spina ;) A ostatnie dwa tygodnie to ciepla, chociaz nie goraca Hiszpania z litrami drinkow z palemka i szczypta zwiedzania. Rodzinka i pogoda - dopisaly.

Ostatnio zas po Polsce pojezdzilam troche, jednak nie na wakacje (tylko raz weekend ze znajomymi ze studiow), a na kursy roznorakie. Odkad dyzuruje, stac mnie na normalne hotele, wiec i tutaj w sumie mozna mowic o "urlopach". Tak, wiem jak to brzmi: "wreszcie stac mnie na hotel"... ;) Bida z nedza.

Pozdrawiam i postaram sie pisac czasem.

16:30, cellula
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 października 2016

Nie będę się znów rozpisywać o pracy, bo to trochę nudne. Znaczy nie praca jest nudna, tylko pisanie o niej. Bo na blogu to nie jest nawet w procencie tak fajne, jak w rzeczywistości ;)

Tak, moich utopijnych wyobrażeń o internie ciąg dalszy.

No ale cóż poradzić, lubię to :)

Wychodzimy jutro na piwo z grupą znajomych, ot tak, żeby pobiadolić o starych, dobrych czasach. Pech (a może szczęście?), że wiekszość z tych znajomych to jeszcze studenci ;) Tylko dwoje lekarzy i jeden magister, reszta to nadal uczniaki ;)

A niedawno babski wieczór miałam. Właściwie miały być dwa babskie wieczory, ale jeden się nie odbył ze względu na niedyspozycję koleżanki z pracy. Niedyspozycja jest psychiczna i skutkuje najpewniej rezygnacji ze specjalizacji. Może to dla niej lepiej? Większość powie, że dobrze robi zwiewając z naszej morderczej interny.

A niech ma dziewczyna, niech zostanie panią neurolog i przyjmuje w ladnym, beżowym gabinecie w wyprasowanym, pachnącym fartuszku. Może dłużej pożyje?

Ja cos czuje, że pożyję krótko ;)

piątek, 30 września 2016

Nie no, nie będę pisać o pogodzie. Chyba napiszę, ech, jak zwykle - o pracy. No bo o czym mam pisać, jeśli nie chcę o swoim życiu prywatnym, o polityce nie lubię, telewizji nie oglądam... Pech. 

Właśnie przygotowałam sobie popołudniową kawkę, czyli trzecie śniadanie. Chyba zabiorę się za odrabianie angielskiego. Tak, zapisałam się na angielski. Dawno nie uczyłam się żadnej mądrej gramatyki, a mówienie na poziomie turysty mnie nie satysfakcjonuje. No więc chodzę. Książeczkę kupiłam, robię zadania, no normalnie jak za szkolnych czasów. Na studiach nawet już nie było zadań domowych, hehe ;)

W głośnikach muzyka z lat, żeby nie skłamać, osiemdziesiątych, taka stacja. Rodzinka jeszcze nie wróciła, siedzę sama, doglądam kota-obżartusa. O, teraz leci ABBA. Cóż.

Taki post z dupy i o niczym trochę, ale wypada coś napisać po miesiącu nieobecności. A tak, miałam pisać o pracy. No więc pracuję dalej, rok specy prawie mija, na razie się podoba. Pewnie przestanie się podobać, jak trzeba będzie sobie radzić bez państwowej rezki. Ale ja żyję chwilą ;) Pacjenci w miarę, nawet mili, z szefostwem jakoś się dogaduję mimo początkowych niesnasek, papierów tyle, ile się spodziewałam, więc nie więcej, co już poczytuję za sukces. Nawet kilka fajnych diagnoz mam na swoim dyżurowym koncie ;)

Pozdrawiam ciepło znad morza!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Mam dziś humorek, no aż nie wierzę. Wróciłam styrana, jak to w poniedziałek, ale nakupowałam fajnego jedzonka, gotuję obiad, dziś ryba, dom ogarnięty... Aż żałuję, że jeszcze dzieci brak, bo miałabym dziś energię z nimi wojować ;) Na razie pichcę tilapię w sosie teryaki z makaronem, bo ryżu nie lubię gotować ;) Lubię przygotowywać obiady dla kilku osób, wtedy czuję, że zmywanie garów ma sens :)

Tak, pisząc posta na bloga prawie spaliłam... makaron. Help.

A jak mi tak ogólnie w życiu? A nieźle! W sprawach rodzinnych dobrze, życie osobiste mi się układa tak, jak chcę, w pracy też coraz lepiej. Jeszcze nie "wspaniale", ale już bliżej niż dalej. Czuję, że ta interna zaczyna mi się podobać. A raczej nie interna - interna podobała mi się zawsze. Bardziej robota na internie. Mimo tych wszystkich papierzysk i innego syfu. I wiecznego niedofinansowania.

Właściwie, to który oddział jest dofinansowany...? Wszędzie źle, jak ktoś chce znaleźć minusy.

A na razie wracam do gotowania.

17:54, cellula
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17