Moje lekarskie opowieści
Kategorie: Wszystkie | Opinie | Różne | Studia | praca
RSS
niedziela, 04 czerwca 2017

Zielone świątki, dzień wolny, spędziłam, jak przystało, w domu. Nie pracując. Przyszła do nas rodzinka na obiad, zrobiłam (dla brata weganina głównie) smażone tofu w sosie indyjskim z bazyliowym makaronem. Dziwna mieszanka, ale wyszło pyszne. Brat odmówił herbaty, gdyż podobno herbata do obiadu jest niezdrowa (!). Pił moją kranówkę, która na tym osiedlu jest cudowna i był zadowolony

Wg. Wikipedii: "Zielone Świątki – polska ludowa nazwa święta majowego lub czerwcowego, według wielu badaczy pierwotnie związanego z przedchrześcijańskimi – pogańskimi – obchodami święta wiosny (z siłą drzew, zielonych gałęzi i wszelkiej płodności), przypuszczalnie pierwotnie wywodząca się z wcześniejszego święta zwanego Stado (jego pozostałością jest ludowy odpust zielonoświątkowy), a obecnie potoczna nazwa święta kościelnego Zesłania Ducha Świętego."

Więc nawet nie wiem, czy to święto katolickie czy pogańskie, bo ogólnie nazwa brzmi rzeczywiście jak święto lasu. W każdym razie sklepy zamknięte.

Mam nadzieję, że i Wy, moi kochani czytelnicy, spędziliście ten dzień dobrze, nieważne, czy jako katolicy, czy poganie, czy inni ;)

Pozdrawiam weekendowo i... deszczowo!

sobota, 27 maja 2017

Z pewnych powodów, powiedzmy że pozamedycznych, nie mam tu za bardzo jak pisać częściej i bardziej regularnie. Cóż, bywa :) Ale pamiętam o Was i o blogu, spokojnie! Na razie chwila spokoju, wytchnienia, gorąca sobota, zimne piwko, czarny komputer, biały ryż do sushi. Już prawie lato!

Obiecałam koleżance, co idzie za mąż, że będę na jej ślubie. Nie przepadam za ślubami, bo mam słabą głowę, a panuje przymus picia, ale jak można sobie chlapnąć, ale nie trzeba chlać na umór, to jestem zawsze zadowolona. W ogóle nie znoszę tekstów typu "nie umiesz się bawić?". ;/ Jak mnie coś nie bawi, to mnie nie bawi i chuj. Zwłaszcza jakaś zabawa moim kosztem, gdzie ze mnie się śmieją. Nie znaczy to, że nie mam poczucia humoru. To znaczy tylko, że mam SWOJE poczucie humoru a i swoją godność i nie zamierzam się nikomu spowiadać z tego, co mnie śmieszy, a co nie. 

Jedno tylko marne w weselach, że często mi nie smakuje jedzenie. Nie przepadam za polską, tłustą kuchnią, no chyba że za pierogami, pierogi uwielbiam. A wysmażony schabowy to dla mnie koszmar. Po prostu nie. 

Kończy się zimne piwo, kończy się biały ryż do sushi, pozostał czarny komputer i... nader gorąca sobota. 

niedziela, 23 kwietnia 2017

Niedziela mija powoli, ja dopijam czerwone, wytrawne wino, mało, bo jutro przecież - jak zwykle - do pracy. Nie ma wolnych poniedziałków. Poniedziałek jak w dowcipach i miejskich przypowieściach: jest zawsze zły. 

Dziś dzień upłynął leniwie, wczoraj jeszcze leniwiej, ale piątek był owocny w... chodzenie. Załatwiałam sobie kolejny staż i musiałam pobiegać aż po kolejnym małym mieście. Staż mam robić w małym mieście, jeszcze mniejszym niż moje. Dlaczego? Bo w moim a to jeden szpital akredytacji nie ma, a to drugi oddziału, a to trzeci... terminów. I skończyłam na wygnajewie.

Mam nadzieję, że chociaż smaczna kawa tam będzie. Bo bufet jest, już sprawdziłam, kawę mają. Ale jaką...? 

Jeszcze trzy lata i kawałek do końca specjalizacji. Nawet ze trzy i pół roku. Heh. A nie! Więcej, bo zwolnienie niestety brałam, ze dwa tygodnie będą. Koszmar? Może, a może nie. W końcu coraz lepiej się pracuje, coraz lepiej dogaduje, a i pacjenci coraz wyrozumialsi, jak widzą, że ja nie zupełny świeżak, tylko już CAŁY ROK mam za sobą. 

Jednak koszmar ;)

Tak, półtora roku za mną, z czego dziewięć miesięcy zajebane dyżurami. Koszmar level milion.

Jak sobie pomyślę, że to samo przez następne cztery lata... Ech. nterna jest piękna, pacjenci wspaniali, tylko praca ciężka. Nie ma picia kawki przed drugą i wychodzenia z roboty o drugiej. Nawet najbardziej doświadczeni tak nie potrafią u nas. Ot prowincja, pacjentów chmara. 

Może kiedyś będzie lepiej.

21:26, cellula , praca
Link Komentarze (1) »
piątek, 31 marca 2017

Pisze z telefonu, dlatego tak brzydko bez polskich znakow. Jestem na urlopie, odpoczywam sobie od dyzurowego marazmu, ale i od ton papieru zwanych Szczeklikiem ;) W kazdym razie odpoczywam. 

W poniedzialek wracam na oddzial, w koncu juz placza, ze grafik sie nie spina ;) A ostatnie dwa tygodnie to ciepla, chociaz nie goraca Hiszpania z litrami drinkow z palemka i szczypta zwiedzania. Rodzinka i pogoda - dopisaly.

Ostatnio zas po Polsce pojezdzilam troche, jednak nie na wakacje (tylko raz weekend ze znajomymi ze studiow), a na kursy roznorakie. Odkad dyzuruje, stac mnie na normalne hotele, wiec i tutaj w sumie mozna mowic o "urlopach". Tak, wiem jak to brzmi: "wreszcie stac mnie na hotel"... ;) Bida z nedza.

Pozdrawiam i postaram sie pisac czasem.

16:30, cellula
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 października 2016

Nie będę się znów rozpisywać o pracy, bo to trochę nudne. Znaczy nie praca jest nudna, tylko pisanie o niej. Bo na blogu to nie jest nawet w procencie tak fajne, jak w rzeczywistości ;)

Tak, moich utopijnych wyobrażeń o internie ciąg dalszy.

No ale cóż poradzić, lubię to :)

Wychodzimy jutro na piwo z grupą znajomych, ot tak, żeby pobiadolić o starych, dobrych czasach. Pech (a może szczęście?), że wiekszość z tych znajomych to jeszcze studenci ;) Tylko dwoje lekarzy i jeden magister, reszta to nadal uczniaki ;)

A niedawno babski wieczór miałam. Właściwie miały być dwa babskie wieczory, ale jeden się nie odbył ze względu na niedyspozycję koleżanki z pracy. Niedyspozycja jest psychiczna i skutkuje najpewniej rezygnacji ze specjalizacji. Może to dla niej lepiej? Większość powie, że dobrze robi zwiewając z naszej morderczej interny.

A niech ma dziewczyna, niech zostanie panią neurolog i przyjmuje w ladnym, beżowym gabinecie w wyprasowanym, pachnącym fartuszku. Może dłużej pożyje?

Ja cos czuje, że pożyję krótko ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18