Moje lekarskie opowieści
Kategorie: Wszystkie | Opinie | Różne | Studia | praca
RSS
czwartek, 28 czerwca 2018

Cześć! Piję sobie piwo dzisiaj, jako że wyjeżdżam jutro do domu wielko-rodzinnego. Będą dzieci, będą rodzice i będą młodzi dziadkowie :) Bedziemy też my, a co! Biba rodzinna z okazji naszej prywatnej. Kocham to! Szykuje nam się spotkanie klasowe z okazji dziesięciolecia matury. Dawno to było, oj dawno. Ja pamiętam tylko długą, czarną spódnicę, białą koszulę i kwitnące kasztanowce. Cała ulica obrośnięta kasztanowcami, maleńkie kwiatki unosiły się w powietrzu dookoła mnie! :) A ja byłam młoda i pełna zapału, w końcu miałam CEL: dostać się na medycynę! ;) Ciekawe, gdzie dzieciaki pójdą w tej odległej-nieodległej przyszłości... Do niczego ich nie zmuszę, tak jak rodzice nie zmuszali mnie. To ja sama wymyśliłam sobie tę medycynę. Teraz też jestem szczęśliwa. Tylko na studiach to szczęście uleciało. Studia były beznadziejne: nudne wykłady, niepotrzebne kucie, kilometrowe doły i wsystko takie nowe... Teraz, gdy wróciłam, by pracować w Małym Mieście, czuję sie znowu wolna :) Pozdrawiam, kochani! Wy też bądźcie szczęśliwi!

niedziela, 29 kwietnia 2018

Jutro minie trzy tygodnie, od kiedy nie mam żadnego dyżuru. Obijam się wręcz! A to staże, a to nie staże, dyżurów nie ma, no żyć nie umierać. W tym czasie też zaprzyjaźniłam się trochę z moimi bratankami, w końcu rosną, a to trzeba zabawkę kupić, a to ubranka, a to na spacer pójść, a to pogadać, pogłaskać :) Życie! Dzieci to sama słodycz :) Odwiedziłam rodziców też, trochę pomogłam przy ogrodzie. Teraz bratowa z dziećmi do nich jadą, żeby dzieci trochę na wsi posiedziały. W naszym mieście to jednak miasto, nie za duże, ale jednak miasto. 

Planuję mały urlop wziąć, może maj, może czerwiec, może lipiec. Zobaczę, jak grafik się ułoży. Jakiś wyjazd na pewno trzeba będzie odbyć. Może za granicę? A może gdzieś w kraj, żeby Ojczyznę poznać lepiej? Piękne polskie starówki mnie ciągną, i te duże, jak gdańska, moja studencka, i te małe ryneczki, jak rodzinny. Za granicą też ładnie, jasne, też warto odwiedzić. Tak mało życia, tak wiele miejsc!

Ja za dzieciaka wakacje spędzałam u swoich babć, cioci i wujka, czasem u znajomych. Na pierwszą wycieczkę rodzice zabrali mnie jak miałam siedem lat. Więc nie włajażowałam zagramanico od maleńkości. Zresztą co to za atrakcja: wakacje, płaczące niemowlę, które nic z tego nie wyniesie, a nawet wrzeszczący dwulatek, który jedyne, co z takich wakacji będzie miał, to nuda, długa podróż i gorąc, a na dokładkę wściekli współpodróżnicy. Makabra. Lepiej u babci zostawić, niech pozna rówieśników, pogania za piłką, do sklepu pójdzie, to się nauczy zachowywać. I niech liźnie babcinej miłości, bo z "lizania" średniowiecznych zabytków raczej nic dobrego nie wyniknie. Jeszcze mu szkoła takie rozrywki zapewni. 

A i dla rodzica taka podróż będzie udręką: w samolocie płacz, długa jazda autobusem w ogóle odpada, gorąco - płacz, nie mówiąc już o zagrożeniu poparzeniem czy przegrzaniem, wieczorem drinków się nie wypije, bo dzieci, przy jedzeniu, szwedzkie stoły, a tu bieganina i płacz. A w domu to i zabawki, i bajkę się puści, i zawsze ma kto przypilnować, i nic nie zabraknie. 

Pozdrawiam wszystkich, którzy też szykują się na urlopy. I tych, którzy nie mogą, bo w końcu trzeba łączyć się w zawodowym bólu ;)

sobota, 10 marca 2018

Byłam na spotkaniu w Gdańsku, byłam też w innych miejscowościach, ot specjalizacja. Stare kąty mnie powitały. Fajno. Spotkałam znajomą ze studiów, pogadałyśmy sobie. O wszystkim i o niczym, ot takie ploteczki. Nie przejęłam się tym zbytnio. Chociaż sama koleżanka bardzo miła i sympatyczna, nie narzekam. 

Dzisiaj za to spotkaliśmy się całą gromadą na spotkaniu rodzinnym. Był oprócz nas brat i bratowa. Też sobie rozmawialiśmy, plotkowaliśmy, ustalaliśmy szczegóły życia. A przy okazji kawka, herbatka, ciasto, wcześniej obiad. Nasze małe Stare Miasto. 

W domu i tak mam sporo roboty, jednak wybieram się na kilka rozrywkowych spotkań w ciągu tygodnia. A to konferencja z przyjaciółmi, a to spotkanie, a to zakupy. Dużo tego. Czas spędzam ciekawie. 

Aż zapomniałam, że między tymi wszystkimi potkaniami wypadałoby pracować... ;) Pracuję jednak dzielnie, nawet czasem (rzadko) dyżuruję. Z naciskiem na czasem, w końcu już dawno, dawno temu napisałam, że nie zamierzam żyć pracą, a mam nadzieję żyć swoją rodziną. 

Jeszcze ponad połowa specjalizacji za mną. Już wiem, co chcę robić dalej. Coś nieco innego, nieco dalszego. Ale pokrewnego. Mam plan. 

wtorek, 16 stycznia 2018

Witajcie kochani w moich skromnych progach. Tak, witajcie w roku 2018, tej pięknej, bezśnieżnej zimie. Chociaż ostatnio jakby się ochłodziło, a nawet "piździ złem."

Trochę dziwnie, że ciągle piszę tego bloga. Blogi rodzą się, umierają, ludzie przestają pisać, potem dają notkę, że wracają i po tej notce nie pojawiają się już nigdy. Niektórzy usuwają stronę. A ja ciągle wracam w to miejsce, mimo przerw reanimuję. Lubię tu pisać, nawet, jeśli czynię to rzadko. 

Niedługo mam zjazd w Gdańsku. Stare śmieci. Zobaczę może moją uczelnię, ale w sumie nie wiem. Mało "ukochane" miejsce. Jeszcze nie wiem, gdzie będzie zjazd, ięc może na GUMed będzie zbyt daleko, by tam jechać. 

W pracy muszę przez to urlop wziąć, ale to nic, i tak mam zaległy. Od trzech miesięcy nie miałam urlopu, czas najwyższy odpocząć. Gdański zjazd będzie ku temu znakomitą okazją. Odpoczynek od rodziny i starzy, gdańscy znajomi? A pewnie będą i ludzie, którzy już z Trójmiasta wyjechali. 

Cieszę się. 

Kocham Gdańsk moją nastoletnią miłością, taką, jaką pokochałam go, gdy tam przyjechałam. Piękny, kwiecisty park przy uczelni, gdzie dowiedziałam się o przyjęciu na studia, rozświetlona nocą Zaspa, ogromne blokowisko, gdzie mieszkałam, poprzecinana błyskawicami tramwajów.

Tak, cieszę się. :)

środa, 11 października 2017

Tak sobie obiecałam po marnym początku jesieni, że październik 2017 stanie się miesiącem pod znakiem nienarzekania, niejojczenia, niepłakania. Będzie miesiącem wesołym. Pojawia się pytanie, jak tego dokonać - i jest to pytanie zasadne. A więc: zacznijmy od wypunktowania, dlaczego akurat ten październik.

Po pierwsze, moja pensja dość znacznie urosła w tym miesiącu i taka pozostanie. Mam nadzieję. I do tego stało się to niewielkim nakładem sił i środków, a więc nie dwa nowe etaty. Dalej większość czasu spędzam w domu z rodziną (co nie zmienia faktu, że wolałabym pracować mniej za te same kwoty...).

Po drugie powiększy mi się rodzina, chociaż akurat nie moją to będzie zasługą. Dla mnie im więcej dzieciaków na rodzinnych zjazdach, tym weselej, a i na co dzień jestem w stanie się zaopiekować, jak będzie trzeba.

Po trzecie kończy mi się kredyt. I znów sprawa finansowa, prawda? Ale ostatnia rata brzmi znakomicie. Cieszę się, że to już za mną. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że ów kredyt pochłania co miesiąc bajońskie sumy i chyba nigdy już się nie skończy.

Po czwarte zacznę staż, na który czekałam. Staże robię od dawna, jedne są ciekawsze, inne nudniejsze, na jednych robię więcej, na innych mniej. Na tym mam nadzieję porobić sporo, bo koleżanki, które już były, reklamowały. Staż będzie na Klinice, a więc czekają mnie dojazdy, ale po ostatnim stażu tamże jestem pozytywnie nastawiona. 

Nie wiem, co po piąte. Może to, że uporządkowałam swoje książki i zrobiłam stosik tych, co jeszcze do przeczytania? Na razie wracam do codzienności.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19