Moje lekarskie opowieści
Kategorie: Wszystkie | Opinie | praca | Różne | Studia
RSS
piątek, 14 października 2016

Nie będę się znów rozpisywać o pracy, bo to trochę nudne. Znaczy nie praca jest nudna, tylko pisanie o niej. Bo na blogu to nie jest nawet w procencie tak fajne, jak w rzeczywistości ;)

Tak, moich utopijnych wyobrażeń o internie ciąg dalszy.

No ale cóż poradzić, lubię to :)

Wychodzimy jutro na piwo z grupą znajomych, ot tak, żeby pobiadolić o starych, dobrych czasach. Pech (a może szczęście?), że wiekszość z tych znajomych to jeszcze studenci ;) Tylko dwoje lekarzy i jeden magister, reszta to nadal uczniaki ;)

A niedawno babski wieczór miałam. Właściwie miały być dwa babskie wieczory, ale jeden się nie odbył ze względu na niedyspozycję koleżanki z pracy. Niedyspozycja jest psychiczna i skutkuje najpewniej rezygnacji ze specjalizacji. Może to dla niej lepiej? Większość powie, że dobrze robi zwiewając z naszej morderczej interny.

A niech ma dziewczyna, niech zostanie panią neurolog i przyjmuje w ladnym, beżowym gabinecie w wyprasowanym, pachnącym fartuszku. Może dłużej pożyje?

Ja cos czuje, że pożyję krótko ;)

piątek, 30 września 2016

Nie no, nie będę pisać o pogodzie. Chyba napiszę, ech, jak zwykle - o pracy. No bo o czym mam pisać, jeśli nie chcę o swoim życiu prywatnym, o polityce nie lubię, telewizji nie oglądam... Pech. 

Właśnie przygotowałam sobie popołudniową kawkę, czyli trzecie śniadanie. Chyba zabiorę się za odrabianie angielskiego. Tak, zapisałam się na angielski. Dawno nie uczyłam się żadnej mądrej gramatyki, a mówienie na poziomie turysty mnie nie satysfakcjonuje. No więc chodzę. Książeczkę kupiłam, robię zadania, no normalnie jak za szkolnych czasów. Na studiach nawet już nie było zadań domowych, hehe ;)

W głośnikach muzyka z lat, żeby nie skłamać, osiemdziesiątych, taka stacja. Rodzinka jeszcze nie wróciła, siedzę sama, doglądam kota-obżartusa. O, teraz leci ABBA. Cóż.

Taki post z dupy i o niczym trochę, ale wypada coś napisać po miesiącu nieobecności. A tak, miałam pisać o pracy. No więc pracuję dalej, rok specy prawie mija, na razie się podoba. Pewnie przestanie się podobać, jak trzeba będzie sobie radzić bez państwowej rezki. Ale ja żyję chwilą ;) Pacjenci w miarę, nawet mili, z szefostwem jakoś się dogaduję mimo początkowych niesnasek, papierów tyle, ile się spodziewałam, więc nie więcej, co już poczytuję za sukces. Nawet kilka fajnych diagnoz mam na swoim dyżurowym koncie ;)

Pozdrawiam ciepło znad morza!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Mam dziś humorek, no aż nie wierzę. Wróciłam styrana, jak to w poniedziałek, ale nakupowałam fajnego jedzonka, gotuję obiad, dziś ryba, dom ogarnięty... Aż żałuję, że jeszcze dzieci brak, bo miałabym dziś energię z nimi wojować ;) Na razie pichcę tilapię w sosie teryaki z makaronem, bo ryżu nie lubię gotować ;) Lubię przygotowywać obiady dla kilku osób, wtedy czuję, że zmywanie garów ma sens :)

Tak, pisząc posta na bloga prawie spaliłam... makaron. Help.

A jak mi tak ogólnie w życiu? A nieźle! W sprawach rodzinnych dobrze, życie osobiste mi się układa tak, jak chcę, w pracy też coraz lepiej. Jeszcze nie "wspaniale", ale już bliżej niż dalej. Czuję, że ta interna zaczyna mi się podobać. A raczej nie interna - interna podobała mi się zawsze. Bardziej robota na internie. Mimo tych wszystkich papierzysk i innego syfu. I wiecznego niedofinansowania.

Właściwie, to który oddział jest dofinansowany...? Wszędzie źle, jak ktoś chce znaleźć minusy.

A na razie wracam do gotowania.

17:54, cellula
Link Komentarze (1) »
sobota, 06 sierpnia 2016

Jako że mam krótkie bo krótkie, ale zawsze wolne, napiszę coś bez pracy, bez jęczenia, bez niskich zarobków, bez dyżurów. Będzie wakacyjnie.

Siedzę w domu rodziców, wszyscy wybyli gdzieś tam, hen, na wakacje, a ja pilnuję kotów i podlewam kwiatki. Jeżdżę sobie do sklepów, kupuję różne niepotrzebne rzeczy, popijam piwko i zajadam się truskawkami w śmietanie. Tak, jeszcze znalazłam truskawki i to nie plastikowe dmuchańce ;)

Jako że rządzę ja, koty mają nielegalnie wkrawaną do karmy kiełbaskę ;)

Dochodzi północ, a ja z czystym sumieniem i radującym się sercem powiedzieć mogę, że niepomna słów różnej maści trenerów personalnych po prostu się dziś opierdalałam. Kupienie sera było najbardziej wymagającą czynnością, jaką dziś podjęłam. Przynajmniej był to bardzo dobry ser. Na swoje usprawiedliwienie nic nie napiszę, bo nie zamierzam się usprawiedliwiać. Wystarczy mi, że niedługo znów do roboty.

Ale nie myślę o pracy, tylko otwieram kolejne piwo ;)

wtorek, 19 lipca 2016

"Weź internę, weź internę! Ciekawa, wszechstronna, wiele ofert pracy!" mówili mi przed wyborem specjalizacji. "Po co do kurwy nędzy wzięłaś tę internę? Zarobki chujowe, perspektywy chujowe, robota chujowa" mówią teraz, gdy już, no kurde, za późno.

Ludzie no, ogarnijcie się.

Nie, żebym narzekała na pracę, o nie. O dziwo na nic nie narzekam ;) Chociaż czasem włosy dęba stają, co tu się wyrabia. No i tony papierów, tooony. A co będzie dalej? No cóż, to się zobaczy. Jakoś inni na oddziale żyją, pracują, mają się nieźle, jeżdżą na wakacje, mają rodziny, po kilkoro dzieci, opowiadają, jak to byli na skałkach, a kto inny we Wrocławiu. No kurde da się? Da.

Chociaż od sierpnia kończy się taryfa ulgowa i mam mieć cztery czy pięć dyżurów w miesiącu, jak inni. A nie jeden mały dyżurek. Ble.

Tagi: praca
19:50, cellula , praca
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17