|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Nauka?
W życiu podjęłam – jak pewnie każdy zresztą - wiele dziwnych decyzji. Jedną z nich było pójście na te studia. Taki z dupy wzięty pomysł w liceum. Bo ciekawy zawód. Bo ambitny. Bo można pomóc. Takie tam. Było o tym zresztą w pierwszym poście. Teraz się waham. Znowu. Pamiętam, jak rozmawialiśmy w szkole ze studentem medycyny – absolwentem naszego liceum. Opowiadał nam o kołach, straszył nas ilością materiału na pierwszym roku, szpilkami, stresem. Ci, co wybierali się na medycynę mieli błysk w oku – łał, trupy, wielkie księgi, kucie... Takie prawdziwe studencko-medyczne życie! A ja siedziałam przytłoczona tym wszystkim i myślałam sobie „jasna cholera, w co ja się pakuję... W życiu nie dam rady!” W czasie wakacji, gdy już oficjalnie miałam zostać studentką, zajrzałam do Pituchowej i Bochenka, tak dla porównania, obejrzenia, zapoznania się z tym, co będę miała niby umieć. I po raz drugi myśl „w co ja się pakuję...” Ale i tak byłam pełna entuzjazmu: w końcu studentka – to brzmi dumnie :) Entuzjazm minął, nadeszła rzeczywistość. I nauka. To zabrzmi dziwnie. Może głupio. Może śmiesznie. Może na medycynie to herezja. A może nie. Od początku ile mogłam, starałam się zrozumieć. Siedziałam dłużej nad książkami, czasem kosztem snu, a czasem nienauczonych paru stron, żeby wytłumaczyć sobie: dlaczego. Dlaczego ten mięsień zgina w tym stawie. Dlaczego uszkodzenia tego nerwu powodują to i tamto. Jak idzie ta tętnica, czy razem z nią przebiega żyła, nerw. Anatomii uczyłam się razem z embriologią, podobnie histologii. Rozwojowo, czynnościowo, topograficznie. Podobnież szeroko opisywanej przeze mnie fizjologii uczę się na logikę. Na logikę, bo jako „ścisłowiec” po prostu nie potrafię tak po prostu wkuć dużej ilości materiału. Owszem, nazwy białek z histologii, część anatomii, tygodnie z embriologii – nie wszystko dało się łatwo wyjaśnić. Ale nad tym posiedziałam i było ok. Owszem, czasem cierpiały na tym moje stopnie, na przykład, gdy na kolokwium z anatomii nie potrafiłam dokładnie wyliczyć mięśni czy naczyń, gdyż miałam mniej czasu na nauczenie się ich wszystkich. Jednak wiem, że dzięki rozumieniu niektórych zagadnień byłam w stanie odpowiedzieć na egzaminach na pytania, na które nie znałam na pierwszy rzut oka odpowiedzi. Tylko że wiem, iż odwlekam nieuniknione. Że będę kiedyś musiała przysiąść i wkuć na debila te parę(naście, dziesiąt) stron. I że nie dam rady. Bo mój mózg się zbuntuje: o co tu chodzi? Co? Jak? Dlaczego to wygląda tak a nie inaczej? BO TAK. Bo tak ktoś odkrył/nazwał/napisał/zarządził. A ja przez paręnaście lat życia, gdy wiązałam jeszcze przyszłość z naukami ścisłymi, uczyłam się rozwiązywać problemy, uczyć się przez zrozumienie, przez samodzielne myślenie i ewentualne zapamiętanie wzoru czy twierdzenia. Powtarzano mi: nie warto zakuwać, trzeba znać przyczynę! Wzoru najłatwiej nauczyć się, samemu go wyprowadzając. Jak to się przydaje na medycynie? Hmmm... środa, 04 listopada 2009, cellula
Komentarze
2009/11/04 01:44:11
Dzięki :) Z czasem po prostu zauważam, że tego do wykucia jest coraz więcej i to mnie martwi. Walczę, walczę, ale mi taki narzekający post wyszedł... :)
2009/11/04 16:54:09
Rozumienie CI sie przyda nie martw sie. Ale plisss nie probuj zrozumiec np. biochemii bo CI to uszami wyjdzie a i tak nie dojdziesz dlaczego. Taki urok tych studiow ;)
2009/11/04 19:55:49
Cóż, właśnie biochemia natchnęła mnie do napisania owego posta... Tak więc trafiłaś w samo sedno
Gość: maruda, aix166.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/06 23:42:27
A moim zdaniem zasługujesz na podziw i szacunek. Wybrałaś najtrudniejszy, ale zarazem najlepszy sposób nauki :). Teraz irytujesz się, bo czas, bo coś tam, ale potem... Kiedy Twoi znajomi będą mieli problem z odpowiedzią na pytania na egzaminie, Ty sypniesz nimi jak z rękawa, dochodząc do nich logicznym myśleniem :). Uwierz mi, to zaprocentuje w przyszłości :). Może nie biochemia, nawet nie anatomia, ale ucząc się w ten sposób patofizjologii, fizjologii, patomorfologii, potem interny będziesz świetnym lekarzem :)
Nie przejmuj się, każdy ma kryzysy wiary ;). Szczególnie w zetknięciu ze świerszczową rzeczywistością ;) Powodzenia na kole z fizjo :) 2009/11/07 00:50:21
Maruda, nie dziękuję :) Ale słodzicie... Miałam zamiar opisać w tym poście swoje problemy z nauką na tych studiach, a nie niezwykłe zdolności intelektualne :) A na myśl o tych wszystkich szlakach, które były dziś na biochemii aż mnie mój ścisły (ostatnio raczej ściśnięty...) mózg boli...
Gość: maruda, ahr208.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/07 13:36:20
Nie słodzę, piszę co myślę :) Każdy z nas przechodził takie etapy w czasie studiów - raz jest lepiej a raz gorzej. Są poprawki, wywalanie z zajęć, łażenie za asystentem z prośbą o coś tam, wkuwanie nocami jakiś bzdur i kryzysy - po co mi to? na co mi to? czy dam radę? w co ja się wpakowałam/łem? A potem idziesz na jakiś egzamin praktyczny (one są najbardziej miarodajne moim zdaniem), dostajesz pacjenta, badasz go i jesteś w stanie logicznie myśląc postawić diagnozę, wykombinować różnicowanie i leczenie ;). A na koniec dowiadujesz się, że na tle kolegów wyróżniasz się... Umysły ścisłe mają ciężko na medycynie, ale potem znacznie lepiej radzą sobie w życiu. Widzę to po moich znajomych ;). Nie łam się - przejdziesz 2 rok i zacznie się w końcu fajne studiowanie tego, co jest ważne... ;).
2009/11/08 00:25:56
Hmm, ciekawe to, co piszesz :) Na lekarskim przeważają raczej humaniści - przynajmniej wśród moich znajomych. Rzeczywiście mam wątpliwości co do medycyny, a wstawanie o szóstej rano w sobotę na kolokwium z fizjologii czy fakt, w jakich okolicznościach kolokwium to się odbyło nie poprawia mi samopoczucia. No ale cóż - pocieszasz mnie :)
2009/11/08 14:07:55
No właśnie a jak koło wyglądało? bo jestem bardzo ciekawa co tym razem wymyślili ;P
2009/11/08 15:28:48
40 pytań a-e (z tego część "ponieważ" i część takich "poprawne 1,2,3, poprawne 2 i 4,...), 60 tak/nie; na wszystko półtorej godziny no i nasz ulubiony trójdzielny system oceniania: 1, 0 lub -0,4 punkta. Organizacyjnie na szczęście się sprężyli i nie było zamieszania.
Pytania były raczej w porządku, po trochę ze wszystkiego :) |
Co do samej nauki - wiadomo, że jak masz wszystkiego dużo, to człowiek nie jest w stanie wszystkiego wiedzieć. Nie ma też jednej metody na uczenie się. Po prostu jeden materiał można wykuć na pamięć, inny można jakoś zrozumieć. Walcz! Tak dużo już osiągnęłaś!
Życzę powodzenia i wytrwałości :)