|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Myślałam, że następny wpis dotyczyć będzie sesji, jako że ta zbliża się nieuchronnie. I przyznam - mam pewne obawy z nią związane... Zaskoczyło mnie jednak to, że na moim blogu pojawili się studenci (nie tylko zresztą), którzy wspierają mnie w moim, hmmm... medycznym przedsięwzięciu. Nie spodziewałam się szczerze mówiąc, że ktoś go regularnie czyta :) Jedno mnie ciekawi – co oznacza, że trzeźwo patrzę na ten kierunek? A już szczególnie, dlaczego zostałam zaklasyfikowana do „normalnych”? Wydaje mi się, że na pierwszym roku jest wielu „normalnych” studentów, ale może z perspektywy czasu kryteria „normalności” się zmieniają? Szczerze mówiąc, na GUMie przeciętny student spotyka się głównie z raczej negatywnymi opiniami na swój temat. Że się nie uczymy. Że nie przygotowujemy się regularnie na zajęcia. Że oblewamy kolokwia/wejściówki/cokolwiek. Że niedojrzale podchodzimy do studiów. Można by tak długo wymieniać. Słyszałam, że to specyfika studiów medycznych - „motywowanie poprzez opieprzanie”. Pewien lekarz powiedział kiedyś, gdy dowiedział się, że zamierzam składać na kierunek lekarski, że żeby wytrzymać na tych studiach, trzeba bardzo chcieć je ukończyć. W przeciwnym razie wykończą mnie one psychicznie. Może prawda. Chociaż jak patrzę na znajomego, który poszedł na medycynę, bo jakoś tak wyszło, to widzę, że on się tym po prostu nie przejmuje. Jakoś tam zalicza, czasem nie i nie czuje się zdołowany. Czy ja też należę do takich ludzi? Pośrednio chyba tak. Z jednaj strony staram się, uczę, przygotowuję na zajęcia i zaliczenia. Jednak cały czas myślę o alternatywach, o tym, że zaraz obok jest politechnika, na której mogłabym studiować. I dzięki temu gdy słyszę, że „studenci nic nie umieją” albo że „będziemy beznadziejnymi lekarzami, bo...” - różne argumenty w zależności od asystenta, to – krótko mówiąc – leję na to. Jeśli uda mi się skończyć te studia, to zostanę kompetentnym lekarzem niezależnie od tego, czy będę wiedziała, z czym łączą się dendryty neuronów ziarnistych warstwy II kory mózgu. A jeśli mnie wywalą – cóż, zdarza się – skończę inne studia. A że rok później? Co to za różnica... A komentarz do pewnej studentki uczęszczającej na lektorat języka niemieckiego "Jeśli pani ukończy te studia, w co szczerze wątpię, to ja do pani nie na pewno przyjdę, bo pani nie będzie wiedziała, gdzie jest nerka, a gdzie wątroba!" (możliwe, że to nieco zmieniona wersja, gdyż tekst ten przeszedł przez kilka osób, ale sens ten sam) środa, 03 czerwca 2009, cellula
Komentarze
charli91
2009/06/03 11:54:47
Twój blog czytają, czytali i czytać będą. Widać, że kochasz to co robisz, choć nie zawsze jest fajnie i kolorowo. A ludźmi się nie przejmuj z nimi to tak już jest, a jak ktoś potrzebuje pomocy to na pewno przyjdzie.
Gość: maruda, ajh6.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/03 13:23:32
Hmm co to znaczy normalny? Wiesz kiedyś doszliśmy do wniosku, że normalni ludzie nie idą na medycynę ;). A trzeźwo patrzący? Jeśli chodzi o mnie to fajnie, że nie robisz z siebie lekarza. Ja też nim nie jestem, mimo że bardzo często słyszę tekst "pani doktor". Strasznie pozytywne jest to, że nie dajesz nikomu porad dotyczących leczenia. W czasie jednej z organizowanych imprez widziałam jak jakiś chłopak z 2 roku dawał porady "lekarskie" starszej pani. W życiu nie odważyłabym się na to nawet na 6 roku. Bardzo pozytywne jest Twoje krytyczne spojrzenie na to co się dzieje wokół. Nie czujesz się kimś wyjątkowym z powodu studiowania medycyny, chcesz być dobra, zależy Ci... To zapewne tylko niektóre z Twoich pozytywnych cech. Mnie osobiście bardzo bawi jak ktokolwiek ze studentów na blogach tytułuje się "doktorem" czy czymś podobnym. Podkreślanie tego świadczy niezbyt pozytywnie o człowieku. Ostatnio rozmawialiśmy na ten temat z "dr Michałem". Z perspektywy czasu twierdzi, że wybierając nick był niedojrzały. Kiedy mu to wytykałam wściekał się na mnie :P.
Faceci generalnie inaczej podchodzą do życia, bez względu na to dlaczego znaleźli się na GUMie. Nie przeżywają studiów tak jak my ;). Komentarzami asystentów/profesorów nie warto za bardzo przejmować się. Miałam embrio jeszcze ze słynną panią profesor, która co wykład powtarzała nam, że nie nadajemy się, że mamy embriopatie albo sito molekularne zamiast mózgu. W tym roku na seminarium z pediatrii doktor stwierdził "ale wy żartujecie z tą medycyną prawda? Skończycie, dostaniecie dyplom i zajmiecie się czymś innym...". Co chwila rzucane są nieprzychylne komentarze i wiesz... Mam na roku wielu świetnie zapowiadających się lekarzy. Moi znajomi odnoszą liczne sukcesy na konferencjach, piszą bardzo ciekawe prace, są doceniani przez profesorów, kierują najlepszymi kołami naukowymi na pomorzu, a przede wszystkim kochają to co robią. Czasem po prostu trzeba robić swoje i sukcesywnie dążyć do celu :). A co do naszego czytania Twojego bloga - jeśli kiedyś będziesz chciała, to napiszę Ci skąd się tutaj wzięliśmy ;) Przepraszam za strasznie długi komentarz, ale ja już tak mam - dużo gadam, albo dużo piszę ;). 2009/06/03 13:34:15
Może tu przydaje się moja czasem wada czasem zaleta: nie uwierzę, zanim nie zobaczę na papierze :) Nie będę lekarzem, dopóki nie dostanę dyplomu. Prawnie nie mam jeszcze nic wspólnego z medycyną, więc porad lekarskich udzielać nie zamierzam. Zresztą co miałabym doradzać, skoro jedyne choroby, na temat których miałam zajęcia to embriopatie? :) A co do "doktorów" - to chyba taka euforia, częsta u studentów medycyny, "dostełam/em się, to już prawie jestem lekarzem"
A skąd się tu wzięliście bardzo mnie ciekawi :) 2009/06/03 15:11:49
Maruda dopsze prawi ;P A z ta normalnoscia... to sama do tego dojdziesz bo na 1 roku wszyscy prawie wydaja sie fajni a potem jest juz coraz gorzej. A my sie wzielismy z czasow kiedy w necie jeszcze nie bylo cenzury ale niech Ci Maruda wyjasni jak sie zdeklarowala ;)
Gość: maruda, ajh6.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/03 15:51:09
Rzeczywiście wzięliśmy się z czasów kiedy nikt nas jeszcze nie cenzurował. Jakieś 2 lata temu ciekawych blogów medycznych była masa - dr Jot, Baran, dr Xk, Michał, Secabra, Blaszka, Zielony Groszek, Jaga, Bigeminia, Vertigo, dr Lecter i masa innych... Teraz w sumie z tych wszystkich został nieustraszony dr Jot i Vertigo. Reszta żyje, ale w trochę zakamuflowanym świecie ;). Z większością mieliśmy szansę poznać się, pogadać choćby na gg czy skype, niektórych spotkałam osobiście. Założyliśmy nawet forum na którym toczyły się dyskusje na wszelkie niemedyczne tematy. Po prostu zebrała się grupa zwyczajnych ludzi. Niestety pojawił się szef tvn med, który zburzył nasz świat ;). Generalnie fragmenty naszych blogów z adresami zostały umieszczone na stronie tvn. To nie było zbyt korzystne, bo każdy mógł zacząć nas czytać i rozpoznać na uczelni czy w pracy. Dość długo walczyliśmy o usunięcie ich ze strony tvn i udało się. Niestety w międzyczasie większość z nas zahasłowała swoje blogi po to, aby ograniczyć obcym dostęp do nich. Obecnie przynajmniej ja utrzymuję z większością tych blogerów kontakt, ale każdy z nas ma swoje zajęcia - rodziny, studia, inne obowiązki i na blogowanie czasu niekoniecznie starcza. Nasza "społeczność" trochę rozsypała się. A szkoda, bo strasznie fajnie było :). Czytamy jednak inne blogi, krążymy po wirtualnym świecie i jeśli ktoś nam się spodoba (albo nie) to ściągamy w to miejsce innych ;). Powiedziałam Blaszce o Twoim blogu i wpadła, żeby sprawdzić czy mówiłam prawdę ;).
Z przykrością stwierdzam, że zazwyczaj śmiejemy się między sobą z "młodych doktorów". Nie krytykujemy już oficjalnie podejścia ludzi, bo zaraz inni odwracają kota ogonem i twierdzą że to my zaczepiamy nosem o żyrandole... ;). [Tu nasuwa mi się pewna historia, ale opisanie jej byłoby niesmaczne ;)] 2009/06/03 17:19:49
Historia na książkę po prostu :) Blogowa społeczność studentów medycyny...
Też czytam czasem blogi studentów czy kandydatów. A co do krytyki - jeśli o mnie chodzi, to konstruktywna krytyka jest na tym blogu zawsze mile widziana. Zwłaszcza od was - studentów starszych lat, którzy o tych studiach wiedzą nieco więcej niż ja :)
Gość: maruda, ajh6.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/03 17:31:03
Wiesz co nami się nie przejmuj ;). Jesteśmy zwykłymi ludźmi, po prostu czasem mamy swoje własne spostrzeżenia i pewnie większy dystans do tej uczelni :). Bycie kilka lat wyżej stawia nas na lepszej pozycji, ale tylko w kwestii uczelnianych doświadczeń. Mnie już niewiele jest w stanie zdziwić i zdenerwować, aczkolwiek dzisiaj naszej kochanej kadrze udało się wyprowadzić z równowagi masę ludzi ;).
Wszyscy jeszcze jesteśmy młodzi (no może poza mną;)) i mamy wiele ciekawych doświadczeń przed sobą. Zamiast walczyć nie wiadomo o co, można dzielić się doświadczeniami i wspierać w jakiś sposób. To chyba lepsze rozwiązanie. Szczególnie w sytuacji kiedy, jak celnie zauważyłaś, nasza kadra nauczycielska stara się zaburzyć nasze poczucie własnej wartości. Ja zawsze chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami z mojej walki z GUM ;). A co do naszej małej "społeczności" - tworzyli ją głównie studenci i lekarze ;). Muszę przyznać, że wiele mnie nauczyli szczególnie w kwestii podejścia do studiów :). 2009/06/03 18:10:54
Nie martw się, umiem odróżnić konstruktywną krytykę od pouczania (z kontekstem jaka/i to ja nie jestem) :)
Zdaję sobie sprawę, że czasem zdarza mi się brać do siebie to, co powie mi np. asystent, jeśli skierowane jest to bezpośrednio do mnie (ciągłe uwagi o niedouczonych studentach już dawno do mnie nie trafiają). Ale znając nasz GUM, to, podobnie jak ciebie, nieraz mnie jeszcze czymś nieprzyjemnym zaskoczą... No i często jest właśnie tak - od innych można nauczyć się wielu rzeczy, których nie można przeczytać w extranecie :) A tę historię może jeszcze kiedyś usłyszę ;)
Gość: maruda, ajh6.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/03 19:19:08
Wiesz tych uwag kierowanych bezpośrednio do Ciebie też nie warto brać pod uwagę. A może raczej podchodzić do nich krytycznie, a nie w 100% na serio. Wyobraź sobie, że oni kiedyś byli na Twoim miejscu i powinni mieć odrobinę wyrozumiałości. Zamiast gnębić, powinni uczyć. Ja przez 5 lat niejednokrotnie słyszałam gorzkie słowa. Od opiekunów praktyk, że ktoś taki jak ja nadaje się do ładnych ciuszków i pracy na stanowisku dyrektora banku, a nie do zajmowania się pijakami na izbie przyjęć. Albo zestresowana na jakimś zaliczeniu z pediatrii pomyliłam się 2 razy i potem cokolwiek bym nie powiedziała to było źle (chociaż było dobrze). Na koniec usłyszałam, że zmarnowałam cały rok i niczego nie nauczyłam się... Że jestem przykładem na to jak nie powinno się robić... A uwierz mi, że pediatria to ostatnia dziedzina medycyny o której mogłabym powiedzieć, że nic z niej nie robię... Zdarzały mi się poprawki, ostatnie terminy, przyparcie do muru... Miałam już na tych studiach złe paznokcie, ponurą minę, albo za dużo się śmiałam, źle badałam, źle rozmawiałam z pacjentem, a moja pierwsza historia choroby została publicznie wyszydzona przez asystenta. Obecnie lekarze zastanawiają się czy mam rodziców po medycynie, bo moje historie są zbyt profesjonalnie napisane. Jeśli chodzi o pediatrię - jakoś sobie radzę, podejście do pacjentów - razem z koleżankami jesteśmy w stanie dotrzeć prawie do każdego pacjenta i poprawnie zbadać go, na komentarze dotyczące śmiechu nie zwracamy uwagi... Generalnie nie przywiązuj zbytnio uwagi do tych uwag. Wyciągaj z nich wnioski, ale w ramach zdrowego rozsądku. Jeśli będzie Ci zależeć, to rzeczywiście skończysz te studia i zostaniesz kompetentnym lekarzem :). I możesz tego dokonać choćby cały świat próbował udowodnić Ci, że będzie inaczej ;)
2009/06/03 20:16:04
Maruda nie mow Jej ze jestesmy zwyczajne... przeciez my som wredne i zue o! ;P
2009/06/03 22:43:19
Może to właśnie dlatego, że oni kiedyś byli na moim miejscy? :) Ja na razie zaliczyłam publiczne wyśmianie mojej odpowiedzi na wejściówce z anatomii i kilka razy zostałam opierdzielona za coś na badaniach lekarskich (tu akurat każdy za coś, chyba zły dzień mieli...). Przyjemności ustnego egzaminu nie miałam, praktyk wakacyjnych również, więc jeszcze się okaże jak będzie. Ale wierzcie mi - nie jestem osobą, która by z tego powodu zamartwiała się po nocach.
A tak w ogóle, to o tym złym śmianiu czy uśmiechaniu się się słyszałam historię od anestezjolog, z którą mieliśmy zajęcia z pierwszej pomocy :) Widać to częsty motyw wśród naszych asystentów...
Gość: maruda, ajh6.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/03 23:53:06
Trzeba być poważnym, kiedy studiuje się medycynę... To przecież takie oczywiste... Drogie koleżanki będziecie za chwilę leczyć swoich pacjentów... Śmiać to się można w LO...
A ja lubię wygłupiać się z pacjentami. Kiedyś jeden powiedział mi, że umarłego bym z grobu podniosła ;). Moja historia choroby została wyśmiana na 3 roku. Zapytałam lekarkę - i co mam z tego powodu wyskoczyć przez okno?! Ale generalnie wszystkie historie zostały wyśmiane... Ostatnio na pulmonach pan doktor też próbował pośmiać się z nas, ale niestety teraz zrobiliśmy się zbyt pyskaci... ;) Uwielbiam naszą zakompleksioną kadrę, to co robią jest szalenie zabawne :D Tak Blaszka jesteśmy złe, ale nie musisz tego ogłaszać oficjalnie, bo Cellula się przestraszy na samym wstępie :P
Gość: K., chello089079140180.chello.pl
2009/06/07 15:27:31
Witaj ;) mi również bardzo się podoba Twoje podejście do studiowania na GUMie, tak się składa, że jesteśmy razem na roku... Czasem wydaje mi się, jakbyś czytała w moich myślach, bo na temat pewnych spraw mamy takie samo zdanie... Będę tu od czasu do czasu zaglądać, a tymczasem życzę powodzenia na histologii i anatomii :)
|