|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Matury
Jestem na półmetku. Na półmetku drugiego semestru: zostały mi dwa zaliczenia i dwa egzaminy, do których - na szczęście - jestem dopuszczona. Chwila oddechu i biorę się do roboty na nowo. W sumie, nie licząc siedzenia do późna i niedosypiania, jest coraz ciekawiej - ostatnie wykłady, zajęcia fakultatywne itp. Czasem odnoszę nawet wrażenie, że pierwszy rok nie jest jednak taki straszny :) Przestałam też myśleć o zmianie kierunku, chociaż jeżeli zawalę rok, to nie wezmę repety, nie będę tyle płacić, pójdę po prostu na inne studia. Mam jednak nadzieję, że nie będę musiała. Niedawno odbywały się matury, co na nowo doprowadziło mnie do refleksji nad upływającym jakże szybko czasem. Jeśli uda mi się zaliczyć rok, to spotkam młodszych, chociaż niewiele, ludzi. Znając mnie, będę przysłuchiwać się ich rozmowom i porównywać ich punkt widzenia na pierwszy rok ze swoim obecnym. Pewnie uśmiechnę się na widok studentów pierwszego roku siedzących z atlasami i innymi źródłami pierwszorocznej wszechwiedzy stresujących się przed pierwszym kolokwium z anatomii :) W tym roku na mojej uczelni zmienili zasady rekrutacji - zamiast trzech przedmiotów brane pod uwagę są dwa. Ciekawi mnie, czy dostałabym się w tym roku. Przy trzech przedmiotach prawie na pewno, przy dwóch nie wiem. Może pośledzę trochę rekrutację w wakacje, jeśli będę miała trochę czasu. Słuchałam przy okazji opinii o maturze z biologii. Co ciekawe - były one bliźniaczo podobne do zeszłorocznych:zaraz po maturze wszyscy twierdzili, iż była łatwa, wręcz banalna. W przeciągu paru dni coraz więcej ludzi zauważyłoróżnego rodzaju głupie błędy, odpowiedzi typu "będzie - nie będzie w kluczu" itd. Czyli tak jak rok temu - nikt nic nie wie, wszyscy się stresują. I z doświadczenia dobrze wiem, czekanie jest najgorsze :) No i oczywiście czekanie na kolejne listy, gdy ma się ok 220 pkt i właściwie nie wiadomo, czy progi spadną czy nie. Mnie na szczęście to ominęło, chociaż nie dostałam się z pierwszej listy, to byłam prawie pewna, że się dostanę na którąś z wybranych uczelni.Zostaje mi tylko życzyć szczęścia maturzystom i sobie, żebym nie musiała przeżywać rekrutacji ponownie. poniedziałek, 25 maja 2009, cellula
Komentarze
Gość: maruda, ajj104.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/28 23:20:32
Przeczytałam w całości Twojego bloga. Jak na studentkę pierwszego roku bardzo trzeźwo patrzysz na nasz kierunek :). Zaimponowałaś mi tym :). Odnosząc się do jednej z poprzednich notek - niestety na 5 czy 6 roku trzeba wiedzieć, która specjalizacja jest dobra, a który szpital fajny... A na 1 roku? Warto wierzyć w to, że czeka Cię coś wyjątkowego na tych studiach. Każdy marudzi, że jest ciężko i źle, ale po 5 latach rozmawiając z moimi znajomymi z grupy doszliśmy do wniosku, że nie zamienilibyśmy medycyny na nic innego :). Trzymam kciuki za anatomię i histologię :)
2009/05/29 21:34:13
Cóż, mam nadzieję, że jeśli dotrę do 5 - 6 roku, to będę już wiedzieć co nieco o szpitalach czy specjalizacjach :)
Gość: maruda, ahs107.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/29 22:41:29
Z przykrością stwierdzam, że coś się wie... Ale na 5 roku dochodzi się do wniosku, że żal końca tych studiów i że generalnie to nie umie się niczego wyleczyć ;)
[Będąc na 1 czy 2 roku sądziłam, że ludzie z 5 czy 6 są lekarzami - teraz wiem jak bardzo się myliłam :P] Mam wrażenie, że studiujesz na naszej palma mater. Mam nadzieję, że się mylę ;) |